Święto strażaków.

Święto strażaków przypada na 4 maja, patronem zaś jest święty Florian. To on ma w opiece strażaków, którzy często w akcjach ryzykują swoje życie gdy próbują ratować poszkodowanych. Gdy nadchodzi dzień świąteczny dla całej straży pożarnej w Polsce w każdej remizie panuje większe poruszenie. Przeprowadzane są gruntowne porządki, rewizja sprzętu. Cała remiza jest posprzątana od góry do dołu, cały teren przed remizą skrupulatnie czyszczony. Najwięcej strażacy poświęcają czasu wozom strażackim.
Codzienne pucowanie wozu strażackiego jest niczym w porównaniu do przygotowań przed czwartym maja. Błysk czerwonego lakieru, chromowanych części może wręcz oślepić, wzorowo zwinięta węże, odnowione sikawki, opony czarne jak nigdy, szyby idealne czyste. Po porządkach w remizie strażacy biorą się za czyszczenie mundurów galowych. Każdy musi być nienagannie czysty a buty idealnie wypastowane. Ważnym wydarzeniem w święto strażaków są występy orkiestry. Próby trwają od wielu tygodni, parady które odbywają się w większych miastach mają duży rozmach. Jest to jeden z dni kiedy strażackie remizy stoją otworem przed zwiedzającymi.
Wtedy niemal każdy może wejść i oglądać sprzęt jakim posługują się strażacy, przymierzyć ich błyszczące czerwone kaski, zasiąść za wielką kierownicą wozu strażackiego. Spróbować swoich sił w wielu konkursach. Dzień strażaka to wielki dzień dla straży pożarnej ale też dla każdego kto interesuje się tym zawodem. Nie jest to jednak tylko święto dla strażaków, jak codziennie wielu strażaków stoi na posterunku gotowi w każdej chwili wyruszyć do akcji i nieść pomoc potrzebującym. Służba w straży pożarnej wiąże się z pewnymi wyrzeczeniami i pełną gotowością niemal dwadzieścia cztery godzin na dobę. Dlatego ten zawód cieszy się tak dużym szacunkiem ludności cywilnej, dlatego wzbudza tak duże zaufanie inaczej niż w przypadku policji czy pogotowia ratunkowego. Strażak to niemal nasz starszy brat czuwający dzień i noc nad naszym bezpieczeństwem. Jak wielu innym zawodom tak i strażakom należy się święto i możliwość swego rodzaju podziękowania.
Marzenia o strażakach.

Jak każdy mój rówieśnik i ja chciałem zostać strażakiem. Chciałem być bohaterem i pomagać ludziom, gasić pożary, uczestniczyć w akcjach ratunkowych. Niestety tam gdzie mieszkałem nie było nawet Ochotniczej Straży Pożarnej, mój kontakt z nimi ograniczał się jedynie do oglądania ich w telewizji. Chciałem jak każdy z nas choć raz z bliska popatrzeć na wóz strażacki, chciałem choć raz w życiu zobaczyć prawdziwego strażaka w akcji. Moje marzenia w końcu się spełniły w przykrych dla innych okolicznościach. Było upalne lato i czas żniw. Ludzie pracowali w pocie czoła starając się wykonać prace przed zachodem słońca. Nagle u sąsiada w stodole pojawił się ogień. Zaalarmowany krzykiem wybiegłem na podwórko.
Wokół gospodarstwa pojawili się pobliscy sąsiedzi, każdy z wiaderkiem, ze stajni wyprowadzano nerwowe zwierzęta, ratowany sprzęt znajdujący się w pobliżu. Z daleka dobiegał już sygnał wozu strażackiego. Wtedy właśnie uświadomiłem sobie że na żywo zobaczę akcje strażaków. Pierwszy wóz strażacki w tumanie kurzy wjechał na podwórze. Z kabiny wyskoczyło 8 strażaków nie pytając o nic przystąpili do rozwijania węży, kierowca wdrapał się na górę wozu i uruchomił armatkę wodną. Woda z ogromna siłą uderzyła w dach stodoły, ogień do tej pory rozprzestrzenił się niemal na cały budynek. Pozostali strażacy rozwinęli węże, jeden strumień skierowali do środka palącego się budynku pozostali polewali dom stojący w pobliżu.
W niedługim czasie pojawiły się pozostałe jednostki. Przystąpili do akcji gaśniczej tak szybko jak pierwsza. W niecałe dwie godziny pożar został ugaszony, pomimo to stodoła spłonęła doszczętnie. Całą akcje oglądałem z zapartym tchem w pamięci pozostały mi strażackie stroje, ich błyszczące w słońcu hełmy, ogromne wozy strażackie. Wtedy to postanowiłem sobie że zostanę strażakiem i nic mnie nie może przed tym powstrzymać. Spełniłem swoje marzenia po 20 latach. Dziś jestem już zaprzysiężonymi strażakiem pełniącym swoje obowiązki. Wiele razy już uczestniczyłem w podobnych akcjach i choć tamto wydarzenie było tak dawano temu pamiętam je najlepiej. Ukształtowało mnie i pozwoliło spełnić marzenie o służbie w Państwowej Straży Pożarnej.
Historia ku przestrodze.

W dniu 3 marca 2009 roku doszło do niebezpiecznego pożaru w domu jedno rodzinnym. Pożar strawił cały dom, na szczęście obeszło się bez ofiar. Jedynie małemu zaczadzeniu uległ jeden z mieszkańców, w czasie pożaru jedyna osoba przebywająca w budynku.
Oto niesamowita relacja młodego mężczyzny: „Jako pierwszy wróciłem z zimowych ferii do domu, rodzice i reszta rodziny miała dotrzeć późna nocą. Tato zalecił mi abym uruchomił centralne i nagrzał dom przed powrotem, wiadomo, jak zimno jest w betonowym nie ogrzewanym domu. Byłem zmarznięty i przemęczony wielogodzinną podróżą. W domu było nieprzyjemnie chłodno postanowiłem więc że wyciągnę z szafy starą nagrzewnice i nim dobrze nagrzeją się kaloryfery dogrzeje sobie mój mały pokój. W pokoju zaczęło robić się przyjemnie ciepło a zmęczenie dawało się we znaki. Położyłem się więc na łóżku i zasnąłem. Obudziło mnie gorąco w nogi, z przerażeniem obudziłem się i stwierdziłem że palą mi się spodnie, mało tego w pokoju panował pożar, który szybko rozprzestrzeniał się na boazerie. Na szczęście ogień nie był zbyt wielki udało mi się ugasić go kocem i na chwile przyćmić płomienie, przypomniałem sobie jednocześnie iż w piwnicy znajduje się gaśnica na wszelki wpadek. Zbiegłem więc czym prędzej po schodach na piętro i zbiegają niefortunnie po schodach do piwnicy potknąłem się po czym uderzyłem głową w posadzkę.
Niestety straciłem przytomność ogień nie był dogaszony więc zaczął się rozprzestrzeniać a ja tymczasem leżałem nieprzytomny w w piwnicy. Ocknąłem się gdy ktoś szarpał mnie za ramie, ku mojemu zdziwieniu byli to strażacy w maskach tlenowych. W piwnicy panowało dosyć duże zadymienie, okazało się iż płonie cała kondygnacja a ja uratowałem się dziki temu iż mój nieszczęśliwy wypadek wydarzył się w piwnicy. Na szczęście ktoś zauważył ogień i wezwał straż pożarną, niestety część domu została strawiona ogniem a część zalana wodą.” Oto w jak szczęśliwy sposób udało uniknąć się śmierci. Na szczęście w tym przykrym pożarze nikomu nic się nie stało a straż pożarna jak zawsze wstawiła się na miejsce w dosłownie kilka minut.
Alarmowanie w czasie zagrożeń

Podstawą unikania i szybkiej interwencji oddziałów do tego przeznaczonych jest edukacja społeczeństwa już od najmłodszych lat.
Niestety codziennie dochodzi do zdarzeń, które są tragiczne w skutkach i niezbędna jest pomoc czy to medyczna czy też specjalistyczna jak straż pożarna. Każdy z nas powinien wiedzieć iż głównym numerem alarmowym jest 112. Używamy go wtedy gdy trudno podjąć nam decyzje jakie służby wezwać na pomoc. Pod tym numerem uzyskamy niezbędną pomoc oraz gwarancje że zgłoszenie zostanie zlokalizowane poprawnie a na miejsce przybędą odpowiednie służby ratunkowe w postaci straży pożarnej, policji czy też pogotowia. W ekstremalnych warunkach pojawią się brygady specjalistyczne. Gdy jesteśmy jedyny świadkiem wypadku, pożaru, katastrofy drogowej to od nas zależy jak szybko przybędzie pomoc. Uczmy więc społeczeństwo, edukujmy dzieci i nie bójmy się używania numerów alarmowych. Zawsze przy jakimkolwiek zdarzeniu drogowym jest potrzebna pomoc medyczna i straży pożarnej. Dziki ich specjalnemu wyszkoleniu i posiadania sprzętu do ratowania możemy być spokojni że spełnią swój obowiązek. Po pojawieniu się pierwszych służb na miejscu zdarzenia następuje szybka ocena sytuacji w celu podjęcia dodatkowych czynności.
Może się okazać, że wezwane na miejsce służby są zbyteczne lub też trzeba wezwać posiłki. Nie do naszego zadania należy wezwanie odpowiedniej ilości służb ratowniczych, swój obowiązek spełniamy alarmując i czekając na służby ratownicze. Nie ograniczajmy jednak swojej roli do wezwania pogotowia czy straży pożarnej. Powinniśmy też pomóc ofiarom wypadków. Zabezpieczyć teren, ugasić pożar gaśnicą. Ważne są nasze każde działania od wezwania pomocy do jej przybycia. Do wezwania oddzielnie z każdej służb pomocy służą specjalne numery i tak: do wezwania straży pożarnej używamy numeru 998, do wezwania pogotowia numeru 999 a do wezwania policji numeru 997. Te numery powinien również znać każdy obywatel i w momencie zagrożenia używać ich bez zastanowienia. Wystarczy kilka sekund i możemy pomóc.
Pożary w dawnych czasach.

Nieustająca plaga w dawnej polce były pożary. Przyczyniły się one do zniszczenia wielu miast i wsi które na skutek katastrofy nie potrafiły się już odbudować. Pożar trawił na swojej drodze nie tylko domy, stodoły, budynki gospodarcze ale i kościoły, pałace, czy targowiska. Główna przyczyną takiego stanu był materiał z którego wykonywane były budowle.
W dawnej Polsce budowało się jedynie z drewna. Dodatkowy problem to brak wyobraźni i przestrzegania ogólnych zasad które znane są dzisiaj każdemu. Doprowadzało to do częstego i szybkie rozprzestrzeniania się ognia co trawiło całe miasta i wsie. W ten sposób zniszczone zostało wiele zabytków, kulturowych dziedzictw budynków o dużym znaczeniu dla dzisiejszej Polski. Nim nastąpił rozwój budownictwa w Polsce z pożarami w drewnianych miastach i wsiach gdzie dachy były kryte słomą nikt nie był w stanie sobie poradzić. Władze dawnej Polski musiały zmierzyć się z tym problemem ponieważ ogień trawił nie tylko małe miasteczka i wsie ale również główne miasta. Zmobilizowane ludność do pomocy i organizowane prymitywne straże ogniowe które wyruszały do walki z ogniem. Zalecano ludności trzymanie w domu podstawowego sprzętu gaśniczego a w razie pożaru do działań gaśniczych.
Zdecydowano również o przenoszeniu przemysłu poza granice miasta co miało zwiększyć bezpieczeństwo ludności cywilnej i ich majątku. Zalecano budowanie domów z cegieł i kamienia argumentując iż pozornie są one tylko drogie gdyż więcej kosztuje budowanie wielokrotne z drewna. W późniejszych czasach powstały pierwsze przepisy przeciwpożarowe, poszczególni władcy swoich ziem i dóbr wprowadzali je sukcesywnie. W każdej wsi i miasteczku znajdowały się małe oddziały specjalnie wyposażone w sprzęt który niezbędny był przy gaszeniu pożarów typu bosaki, drabiny, toporki, wiadra. Na alarm dzwonu każdy mieszkaniec miał obowiązek wstawiać się, nieobecnych surowo karano. Były to początki i próby walki z ogniem co w dużej mierze przyczyniło się potem do powstania właściwych oddziałów i powiększania świadomości ludzi.